czwartek, 18 grudnia 2014

pióro




P I Ó R O


(chcę. nie chcę. nie wiem.
przepraszam. to jedyne, co pewne w tej całej niepewności)



Wybacz mi kroki nad ranem. Te po kryjomu, by nie zbudzić Twoich delikatnych powiek ze snu.
Wielokrotności moich tęsknot za Twoim pełnym uśmiechem i radości moich ramion, w których chroniłem Cię w momentach Twoich słonych upadków. to też mi wybacz.
I jeszcze to, że przypatrywałem się Twoim dłonią, kiedy plotłaś niesfornego warkocza. Uwielbiałem Twoje włosy, a właściwie nadal uwielbiam, bo ich zapach zakorzenił się w moich wspomnieniach.
Również to, że do dziś pamiętam krok po kroku jak opowiadasz te wszystkie śmieszne historie. Miałaś w sobie tak wiele życia, tyle energii, tyle prostoty, o której zabiegani zapominamy w zwykłej rutynie dnia. Ale nie Ty. I nie ja przy Tobie.
Za moje niedowierzanie, że płaczesz na filmach. że po prostu płaczesz. Że mam Cię przy sobie. Że uczysz mnie definiować wrażliwość.
Nie powinienem nigdy tak bezczelnie marzyć o tym, byś nigdy nie znikła. Bałem się, że odlecisz jak pióro. Jak zwykłe, małe, białe pióro. Że nie doścignie Cię tęsknota mojego głosu i ból, który wywołasz w moim sercu. 
A teraz to, czego się bałem jest oczywistością. Przeszywającą wszystko, co we mnie. Ta oczywistość nie pozwala mi spać, a kiedy już mi się to uda, nagle wydziera ze mnie sen i stawia przed moimi szeroko otwartymi powiekami puste miejsce, gdzie kiedyś spokojnie oddychałaś.
Gdybym wiedział, w którym momencie wypuszczałaś szansę dla naszego wspólnego świata, złapałbym ją jeszcze silniej i zakrapiał własną wiarą. Dobrze wiesz, ile jej we mnie zrodziłaś. 
A teraz kłócę się z rzeczywistością, przeklinam wszystko. Bo Ty jesteś we wszystkim. 
I w milczeniu i w moim martwym krzyku.





sobota, 13 grudnia 2014

duszność





D U S Z N O Ś Ć




(wykrztuszasz ze mnie ciepło. 
gorące fale spojrzeń, dławię się z niedowierzania.
niedowierzania o Twoim istnieniu.)





Trzymałaś kieliszek szampana w dłoni, upiłaś kilka łyków. Wystarczyło byś zostawiła na nim odbite usta. Wystarczyło bym pragnął zostać naznaczony czerwienią Twojej szminki. Twoich śladów na sobie.
Byliśmy w pokoju z gorącymi ścianami. Nie wiem już, który oddech był płytszy, nie wiem które z nas bardziej wiedziało, co się wydarzy, gdy tego wieczoru założysz czarną sukienkę i zepniesz włosy w kok. Uwielbiałem wyobrażać sobie jak stoisz przed lustrem i wygładzasz dłońmi materiał poczynając od biustu, przechodząc przez biodra i kończąc na udach. Idealne ułożenie kształtów Twojego ciała, tak jak wykorzystywanie ich również tego wieczoru, gdy Twoje oczy szkliły się w tym cholernie dusznym pomieszczeniu. To absurd, ale za nic w świecie nie chciałem ugasić temperatury. Wolałem płonąć i widzieć jak i Ty płoniesz. 
moja nieposkromiona...byłaś moja. Wiedziałaś o tym lepiej niż ja.
Jesteś tak szaleńczo kobieca. Wiedziałem to gdy zbliżałem się do Ciebie. Każdym krokiem burzyłem odległość, pisałem prośbę o Twój zapach każdym swoim zmysłem. Nie zapomnę jak stałaś bez ruchu, zupełnie onieśmielona i tak bardzo silna zarazem. Zdefiniowałem Cię najpiękniejszymi słowami, układając dłoń na Twoim karku. Wszystko kończyło się i zaczynało, gdy utwierdzałaś swój wzrok w moim. 
Do dzisiaj nie pojmuję jak pięknie komponujesz siebie całą. Każdego dnia. Układasz mi się w wyobraźni jak bukiet świeżych kwiatów. Owijasz mi myśli jak wstążka, która je utrzymuje. Malujesz mi wspomnienia delikatnym kolorem i potem zabarwiasz je coraz intensywniejszym odcieniem. Tak jak tego wieczoru, gdy zaraziłaś mnie swoim kunsztownym uśmiechem. Masz tyle wcieleń, tyle pięknych wcieleń a w każdym z nich Twoje biodra skradają moją kontrolę. Gdybym umiał, chciałbym namalować kreskami kształt tego jak się łączyłaś ze mną tego wieczoru...gdy wszystko przybrało odcisk postradanych zmysłów, kiedy zrobiłem ostatni krok. I nic nas już nie dzieliło. 
Wiedziałaś, że mnie oswoisz. Wiedziałaś, że będziemy jednością w sekundach, w minutach, w godzinach. 




piątek, 12 grudnia 2014

reszta jest zbędnością chwili







(na lekkim wydechu- słowo po słowie, emocja za emocją.
tylko dla siebie. reszta jest zbędnością chwili.)




Próbuje zagłuszyć myśli głośnym dźwiękiem uderzającym jak krzyk w moje uszy.
Odebrałaś mi kontrolę nad własnym poukładaniem dnia, nad kontrolą swoich uczuć.
Odebrałaś mi kontrolę nad zmysłami.  
                     nad słowem. 
                                nad ciepłem i zimnem wewnątrz mnie.
                                        bez pozwolenia.
Odebrałaś mi wszystko w toku sekund, które nas łączą.
I mimo, że na zawsze będą, nie chcę czuć odrętwienia w nozdrzach, gdy tylko przypominam sobie Twój zapach.
Nauczyłem się przy Tobie dotyku. Skradania dreszczy, unoszenia płuc w szybszym tempie.
Nauczyłaś mnie, że czarny nie jest kolorem smutku, a seksownym podkreśleniem błękitnych tęczówek. Cholera- tak bardzo seksownym...
Zatrzymałaś we mnie struny emocji, za które jesteś dogłębnie odpowiedzialna. Podpisuję Cię pod każdym swoim marzeniem o czymś w rodzaju ciepłego domu, z tłumionym zapachem Twojego ciała po kąpieli i odgłosu bosych stóp w salonie.
Tak pięknie pasujesz do białej pościeli. Bez żadnych zbędnych wzorów. Czystość wymieszana z kolorem Twoich lekko zarumienionych policzków. Nim się spostrzegłem, zrozumiałem, że istnieje tak wiele kobiet, ale tylko Ty nosiłaś spokój i szaleństwo w oczach, w sercu, w dłoniach.
Wszystko czego potrzebowałem tak bardzo kojarzy mi się z Tobą.
Uzupełniłaś moje dni. Uzupełniłaś poczucie bezpieczeństwa, którego tak mi brakowało.
Uzupełniłaś je jedząc ze mną owsiankę i pijąc whisky w za dużym swetrze.
Rozbudzałaś moje ramiona, gdy zasypiałaś w nich lekko wstawiona.
Nie umiem zliczyć minut, w których świat wydawał mi się tak bardzo pełny. Pełny mnie i Ciebie. Nas przy sobie, dla siebie, w sobie. 
Tyle razy rozumiałem przy Tobie znaczenie szczęścia we dwoje. 
Tyle razy przynosiłaś do mojego mieszkania świeżość, 
zatrzymywałaś na moich ustach uśmiech, skradałaś moje spojrzenia. 

A teraz, gdy zapalam lampki na choince, wiem że powinnaś tu być. I leżeć ze mną w jednym łóżku. Zarażać poduszkę wilgocią włosów, plątać moje stopy ze swoimi...
Więc powiedz mi, dlaczego muszę zagłuszać te wszystkie myśli?










niedziela, 7 grudnia 2014

,,Czuję się przez Ciebie brudny''










,,Czuję się przez Ciebie brudny, 
chociaż podobno jesteś taka czysta.''




,,Czekałem na nią.
Chociaż nikt mnie nie poinformował. Chociaż nie wiedziałem tego zapinając koszulę tamtego wieczoru.
Czekałem najpierw na unoszący się lekko przy ziemi dym tuż przy podłodze.
Potem na uderzenia głośnego dźwięku z głośników.
Czekałem na ten ogrom ludzi. Na całe zamieszanie, na szum, na klimat swobodnego aczkolwiek ciężkiego echa zapachu perfum i lanej wódki.
A później czekałem na to, żeby spojrzeć na wejściowe drzwi.
I na to, żeby w jednej sekundzie nie rozumieć niczego. Żeby stracić pewność i pytać siebie o niespodziewane zgubienie.
Bo zgubiły mnie jej nogi w obcisłych ciemnych jeansach, zgubiły mnie biodra którymi kołysała wchodząc zdecydowanym krokiem do wnętrza sali. I jak się okazuje również wnętrza mnie.
Czekałem na czerwone usta. Na niezwykle rozpromienione uśmiechem usta.
Była piękna.
Bardziej niż mogłem to sobie wtedy uświadomić.''







sobota, 6 grudnia 2014

oddech



ODDECH




(,,nie pozwalasz się doścignąć, 
pojąć, okiełznać.
Twoja niezależność odebrała mi skupienie.'')


Nie pytałem jej o marzenia.
Nie chciałem wiedzieć, że prócz pięknego uśmiechu ma też piękne myśli.
Nie umiałem dawkować jej w całości...a właściwie to jednak wcale nie chciałem.
Smakowała mi, kiedy dzieliłem wszystko, co w niej na kawałki.

                                                             w niej, na niej, poza nią, obok, byle by zmieścić przy tych słowach jej imię.
Nigdy nie wątpiłem w uczucia, ale przekonałem się o ich sile, dopiero gdy nie uciekała wzrokiem od mojego.
Nie była śmiała sama w sobie, ale śmiały był jej oddech, gdy chodziliśmy na wieczorne spacery.
Nie rozumiałem jak bardzo można je lubić. I znowu ona- ona uświadomiła mi, że powietrze można wdychać na co najmniej dwa sposoby. Jeden już znałem. Ociekał samodzielnością. Drugi, to dzielenie go z nią, chociaż nie wiem do cholery jak bardzo można rozdrabniać tak proste procesy jak wymiana dwutlenku węgla na tlen.
Tak...dokładnie...do cholery.
Nic przy niej nie pojmuję, chociaż tak na prawdę staję się coraz bardziej bogaty.
W nadzieję, w emocje, w słowa, w dotyk, w echo.
Zapisuję w palcach przyjemność, gdy muskam nimi jej policzki. Widzę jak moje tęczówki rozszerzają się i zacieśniają na zmianę, kiedy patrzę jak bez kontroli porusza swoim ciałem w klubie. Gdy w rytm piosenki tańczą jej biodra, nogi, ręce, włosy i nawet tańczy jej zapach, chociaż stoi kilka metrów ode mnie a ja mam wrażenie jakby przesiąknął nim mój cały rozsądek. Przysięgam, że go przy niej tracę. Nie mam z nim nic wspólnego. I nawet z tym nie walczę.
Jest echem każdego poranka, gdy nie zdążę nawet obudzić oczu- świadomość przypomina mi jej rysy twarzy.
Niesie się w zapachu porannej kawy, chociaż nie pijałem jej z nią zbyt często.
Widzę jak dobrze układa mi się w ramionach. Jakbym miał je zaprojektowane specjalnie dla niej.
Jest nawet wtedy, gdy staję na środku miasta, w centrum tętniącym jedną wielką mgłą spalin, wymieszaną z dźwiękiem setek wypowiadanych słów przez setki ludzi. A ja nie chcę tych potężnych liczb, bo do szczęścia wystarczy mi zwykłe jeden.
Wystarczyłoby trzymać tę nieposkromioną, niedosięgniętą w swojej niedoskonałości kobietę a mimo wszystko tak bardzo doskonałą. To jeden, tak trudne do opowiedzenia w całości, by nie pominąć żadnej linii, z której się składa.
Mógłbym przysiąść już dzisiaj, że dzięki niej narodziłem się na nowo. 











niedziela, 16 listopada 2014

niedopowiedzenia




N I E D O P O W I E D Z E N I A



'jedno spojrzenie. i niczego już nie jestem pewien.''


Nie dopowiedzieliśmy się na początku.
Nie zapowiedzieliśmy swoich spojrzeń, złączonych w potoku dziesiątek par oczu.
Nie nazwaliśmy żadnym brzmieniem dźwięku słów, których nie wypowiedzieliśmy.
Nie wiedzieliśmy, że w kilku sekundach życia, stracimy wszystkie rozterki.
Nie zmierzyliśmy odległości uśmiechów, którymi rozświetliliśmy przeciętność szarości powietrza.
Nie adresowaliśmy nadziei do siebie nawzajem. A potem się nią nakarmiliśmy.
Jak wygłodniali ulotnych uczuć, wartych więcej niż tona szczęścia.
Nie dopowiedzieliśmy się też na końcu..
właściwie nie znamy końca.






piątek, 7 listopada 2014

układanka




U K Ł A D A N K A


( ,,Jedyną skazą, którą po sobie pozostawiłaś, jest pustka.
We mnie, na wskroś mnie, przy mnie. Nie znam gorszego bólu. 
Zresztą cały świat bez Ciebie jest tak samo pusty jak ja. '' )




Mówiłaś mi o swoich zmęczonych powiekach,
o tym, że nigdy nie są tak ciężkie jak dzisiejszego wieczoru.
Opowiadałaś mi o poplątanych przez wiatr włosach i zmarzniętych policzkach.
Opisywałaś mi milimetr po milimetrze jak ogromne są rumieńce na Twoich policzkach, 
gdy siedziałaś już ze mną przy kominku w pobliskiej kawiarence.
Przepraszałaś, że dziś nie pachniesz tak intensywnie jak zawsze, bo zapomniałaś ranem zgarnąć flakonik perfum do torby. Zupełnie niepotrzebnie, bo czułem Cię każdym możliwym zmysłem.
Byłaś piękna jak zawsze, chociaż nie chciałaś mi uwierzyć. 
Nie ściągnęłaś szalika z białej włóczki, i otuliłaś dłonie jego końcem.
Pamiętasz jak uśmiechałaś się często poprawiając włosy?
Jak układałaś wzorki z rozsypanego cukru?
I to, gdy zerkałaś za każdym razem na drzwi, kiedy ludzie wchodzili do pomieszczenia. Byłaś skupiona na naszej rozmowie, jednocześnie dokładnie analizując wszystko, co poza nami. Doskonała podzielność uwagi- muszę Ci to przyznać.
Nadzwyczajnie pasowałaś mi do ciepłej atmosfery tego miejsca. Było pełne wszystkiego, co delikatne- tak jak Ty, w tym całym zagubieniu dnia. 

Byłaś moją układanką, która tworzyła wspaniały obraz. Nie obrazek, a obraz pełen emocji, nadziei, energii i tej subtelnej skromności. Za każdym razem gdy przystawiałaś kubek do ust, uświadamiałem sobie, że jesteś przecież tylko człowiekiem, ale z tych wszystkich bić serc, które mają możliwość tętnić echem niewyobrażalne melodie, chciałem poznać tylko Twoje. Interesowało mnie to, kiedy przyśpiesza jego bicie, ile nosi ran- tych już dawno zagojonych i tych, które tak ukrywasz pod lawiną uśmiechu. 

Dzisiaj jesteś moim wspomnieniem, bo odeszłaś jak każdy z nas odejdzie. 
Dzisiaj pozostał mi jedynie szmer Twojego serca w głośniku, który nagrałem, gdy pierwszy raz wyznałaś mi miłość. 
Tęsknię za Tobą i za tą całą dobrocią, którą wypełniałaś moją codzienność. 
I gdyby ktoś mnie zapytał jak opisuje kobietę...chciałbym, żeby przeczytał o tym jak mieszasz mi się z zapachem herbaty, którą piłaś tamtego wieczoru. Na zawsze pozostaniesz moją jedyną definicją tego słowa i nie zmieni tego już żadna inna układanka.





poniedziałek, 3 listopada 2014

bezsilność











B E Z S I L N O Ś Ć


,,I wybacz mi, że nie uratuję Cię przed emocjami.
przed bólem, którego mimowolnie doświadczysz.
że nie umiem zatrzymać bladości na Twoich policzkach.
wybacz mI.''





Widziałam go. Widziałam człowieka, chociaż nie powinnam.
Mimowolnie stałam się częścią jego intymności, którą niezdarnie starał się skryć przed światem.
Widziałam go narysowanego emocjami.
Stał w tym całym gwarze zapadającego zmroku. Był jeszcze smutniejszy od słońca, które chowało się za horyzontem.
Oprócz szarych ubrań, sadzę że nosił również szare myśli.
Nigdy się nie dowiem kto był powodem jego słonych łez.
Nigdy się nie dowiem, czy ktokolwiek nim był.
Ale w przeciągu tych kilku minut, gdy zarażałam oczy jego smutnym obrazem, zrozumiałam najprostszą oczywistość.
Czasami jesteśmy bezsilni. Wobec uczuć, szarpiących nas wyrzutów sumienia, wobec tragedii, które są nieodzowną częścią życia. Tyczy się to wszystkich potknięć, wszystkich chwil, gdy nie potrafimy wykrzywić ust uśmiechem a jedyne czego jesteśmy pewni, to tego, że powietrze jest wilgotne od smutnych melodii. Nie ma w nas grama pozytywnych emocji. Nie ma w nas ani jednej cząstki nadziei. Stoimy w jednym miejscu, jakbyśmy urodzili się dla przegranej. Stajemy się jednym wielkim bólem. Wszystkim tym, co nas rozdziera na kawałki, co powoduje pulsowanie nerwów. To nie ma nic wspólnego z poczuciem bezpieczeństwa, którego potrzebujemy bardziej niż bogactwa. I na nic jest wtedy przypominanie sobie pocieszających głosów. 
Proste ,,będzie dobrze'', nic nie znaczy. Chociaż będzie.
To są te chwile, gdy świat nas oszukuje. Gdy złe emocje trują przełyk. 

W przeciągu tych kilku minut, zrozumiałam, że w momencie, gdy jesz śniadanie, idziesz na spacer bez grama ,,problemów'', ktoś upada. Ktoś musi przez kilka chwil żyć z poczuciem samotności. Zamknięty w kręgu tych wszystkich parszywych słów, w myślach atakujących jak partyzanci.
On jeden i miliony cierpkich uczuć.

Patrząc na tego człowieka dopisałam mu zapewne nieprzespaną noc. Dopisałam mu podpuchnięte oczy i zaczerwienione policzki przechodzące w bladość, jakby nigdy w jego skórze nie pulsowała krew.  
I oddychałam nierówno, nie kontrolując zesztywniałych kroków.
Patrzyłam na niego i w tej całej fali zaskoczenia, przejmując jego emocje chciałam go zarazić nadzieją.

Ale znów wracam do punktu wyjścia. 
Czasami jesteśmy bezsilni. Przez ułamki sekund. I musimy sobie na to pozwolić.







wtorek, 14 października 2014

przeszłość



P R Z E S Z Ł O Ś Ć



(Z OBRAZAMI JEST JAK Z RÓŻĄ ZACZERWIENIONĄ DO ROZPUSTY KOLORU- ZACHWYCA NAJBARDZIEJ, GDY JEST DZIEŁEM PRZYPADKU)
z ludźmi natomiast jest tak, że czasami bardziej niż ich rysy kości policzkowych, pamiętamy ilość sekund, w których drżał nas zmysł na dźwięk ich słów



Gestykulacja może być oszustwem, a spojrzenia czasami gubią blask.
Możesz intrygować świat, ale on Ciebie również.

Możesz tęsknić za miejscami, w których nie liczyło się nic co materialne. Te miejsca mogą też tęsknić za Tobą, chociaż robią to nieświadomie i to tylko dlatego, że piękne emocje nigdy nie stają się próżnią. Możesz zanosić myśli tam, gdzie być może nigdy nie wróci Twoje ciało...bo przeszłość ma jedną bardzo ważną cechę- jest przeszłością. 
Za dużo jej w teraźniejszości, odbiera nam intensywność szczęścia.

To tak jak sweter, który zakładasz kolejny raz... zawsze, gdy jest ci zimno. W momencie, gdy zawodzi ciepło kaloryferów a jesienny krajobraz nie wypuszcza ogrzewczej fali i barwi powietrze zapachem niepojętej mgły. Jeżeli nie zaopatrzysz się w kubek z wizerunkami serc możesz cierpieć na niekochanie. Październikowe popołudnia mają to do siebie, że potrzebujemy zawinąć swoje emocje w koc i parzyć usta wrzącą herbatą. Ale pamiętaj, żeby sweter prać o wiele częściej niż często- z emocji, z zapachu przykrych myśli i buntu. Czasami też z tej jednej łzy tak szczerej jak słowo ,,kocham'', które kiedyś wypowiadałeś jak mantrę i wierzyłeś,
że twoje uszy nie zapomną go na dłużej niż kilka godzin... 

A może to nie łza, tylko ta cholernie wrząca woda zabarwiona zielenią z torebki 

i aromatem czegoś, co zwą cytryną.

O to właśnie chodzi. Żebyś czasami nie wiedział, nie rozumiał, ale żebyś prał ten sweter, 
bo nosząc na nim cień przeszłości, brakuje miejsca, by mógł zbierać Twój spokojny, teraźniejszy oddech.
Musisz się ratować przed tym wszystkim, co nazywają jesienną chandrą, bo raz na jakiś czas to raz na jakiś czas a nie dzień po dniu. Nawet gdy przyszło ci chwilowo żyć
nie znając ciężaru uścisku i muśnięcia dłoni o dłonie. 
c h w i l o w o
Strata nas nic nie kosztuje, prócz tego że coś tracimy. Potem jest przestój albo go też nie ma. 
Jest wielka niewiadoma albo ogromna wiadoma. Są też sny niespokojne albo spokojniejsze od tych wcześniejszych, gdy Twoje usta nie rumieniły się przez zbyt wysoką dla nich temperaturę. 
Możemy tęsknić, ale po co, skoro przeszłość ma jedną ważną cechę- jest przeszłością. 
A życie przeszłością, to umieranie w chwili obecnej.







poniedziałek, 13 października 2014

miłość




M I Ł O Ś Ć


( TO ZDJĘCIE JEST DLA MNIE DAWKĄ TAK SILNEJ DEFINICJI TYTUŁU, ŻE MOGĘ TYLKO PATRZEĆ, PODZIWIAĆ I UFAĆ W JEGO AUTENTYCZNOŚĆ PRZEKAZU )
swoją drogą, sądzę że każdy z nas powinien mieć takie zdjęcie, które bezsłownie wyjaśnia wszystko i nic zarazem



Obiecane linijki modlitwy jak przysięga trwalsza od wieczności.
Tysiące zaprzeczeń w bezgłośnych spojrzeniach.

Zamykał każdego dnia prośbę o jej dotyk do ostatniego westchnienia serca,
by ufać, że nie będzie musiał na nowo uczyć się oddychać bez jej zapachu.
Nigdy nie rozumiał jego intensywności, który każdego ranka na poduszce pozostawiały jej włosy. Nie rozumiał też aksamitu jej skóry, który dotykał każdym opuszkiem palca, karmiąc się rozkoszą jej oczu.
Była taka niezwyczajnie zwyczajna.
Spoglądał na nią każdego wieczoru, gdy zamykała oczy. 
Była jak sprzeczność- jak uderzenie fali o brzeg morza, które wydawało się zbliżać spokojną taflą. Uwielbiał wymawiać jej imię, oglądać jak materiał nocnej koszuli przylega nieskromnie do jej ciała.
Uwodziła go swoją kobiecością, gdy odgarniała kosmyki włosów z twarzy. 
Uwodziła go wątłym ruchem bioder oraz wtedy, gdy zapinała koszulę- guzik za guzikiem.
Uwodziła go, gdy ozdabiała swoje ciało perfumami, pozostawiając za sobą pachnące ślady w ich wspólnym mieszkaniu.
Była w tym wszystkim tak naturalna jakby urodziła się tylko po to, by mógł zapisywać każdy jej gest w pamięci.
Każdego dnia wypełniał wszystkie konieczności, niekonieczności także. Wiedział, że jego życie ma sens, spełniając siebie w swoich pasjach, ale bez niej to wszystko nie smakowało tak wyrafinowanie. Była dopełnieniem tego wszystkiego, co zdawało się być rytuałem. Ożywiała każdy poranek i wieczór. Rozkwitał przy niej w ostudzonej euforii. Rodził w umyśle stabilność, odrzucając strach przed opustoszałym mieszkaniem. Była w nim różą, która nosi w sobie elegancję skąpaną w swobodzie bycia.
Nie mógł tego pojąć. Nie potrafił rozszyfrować emocji, które przyniosła wraz ze swoim uśmiechem. Potrzebował jej wypijając świeżo parzoną kawę, czytając gazetę, milcząc i krzycząc. Potrzebował jej, gdy otwierał i zamykał powieki, w momentach wypuszczania powietrza z płuc i przyjmowania kolejnego wdechu. Chciał jej przy migających lampkach na choince, pijąc świąteczny barszcz i jedząc makowca. 
W święta i w dzień powszedni. Już zawsze. Do ostatniego westchnienia serca.

Właśnie dlatego, że bardziej to czuł, niżeli wiedział. 









niedziela, 12 października 2014

zapach




,,Pamiętam tylko zapach powietrza uchylonych okien.
Nie było we mnie ani trochę cierpienia.
Miałam pomieszanie nocy i świtu, szukałam swoich poplątanych myśli w nozdrzach.
Byłeś tam, był tam Twój szept i spojrzenie utrwalone w moich oczach.''




Czasami nie można zasnąć, nie można wtedy tez płakać ani czuć jednej emocji.
Jest ich wiele, bo to czasami zjawia się jak niespodziewany deszcz w słoneczny dzień.
Zaskakuje Cię.
Wtedy wiesz, że nie warto jest rozumieć, bo w niepojęciu tkwi całe wytłumaczenie.
Nie warto jest też walczyć z tym całym stanem, w którym się znajdujesz. 
Niektórym rzeczom lepiej jest się poddać.








czwartek, 3 kwietnia 2014

na dłużej, niż myślisz



Zatrzymaj się na dłużej, niż myślisz, że to możliwe.
Zachowaj kolor tęczówek w głębszych odcieniach, gdy świat uderza oddechem o Twój nagi policzek.
Daj ubrać swoje usta w kolor zachwytu, gdy potrzebujesz odczuwać a nie myśleć.
Sięgaj krokami po to, co jeszcze obce w Twoim życiu, bo czasami bardziej niż znanych gruntów potrzebujemy tych, które szokują w ich nieznajomości.







piątek, 21 marca 2014

najpiękniejszy rodzaj wiedzy




Czas, czas, czas...
Cierpliwość pomieszana z uporem,
           mimo lęku, niepowodzeń i obaw.
Jeżeli chcesz osiągać pewne szczeble w swoim życiu, musisz kołysać w sercu wiarę.
Wiarę, którą nazywasz jak chcesz, która jest czymkolwiek, kimkolwiek.
Najważniejsze byś w niej pokładał ufność, dlatego że rozum to czasami zbyt mało.

Czas, czas, czas...
Umiejętność dostrzegania swoich myśli,
przyjmowania ich, godzenia się z nimi, pozwolenia im przepływać przez Ciebie.
Życie w pewnym rodzaju sprzeczności, którą odczuwasz jako negatywną, to nieumiejętność akceptowania swoich obszarów wnętrza.
Możesz żyć nie akceptując zachowań innych, możesz żyć nie rozumiejąc innych, możesz żyć nie umiejąc przenikać przez pewne rodzaje ludzi.
Dlatego, że najlepszą receptą na szczęście jest życie w harmonii ze sobą.
Gdy tego nie ma, ciężko jest być autentycznym.
Ciężko jest znaleźć swoje miejsce na ziemi.
Ciężko jest oddychać, gdy nie wiesz jakiego powietrza Ci potrzeba.

Uczmy się siebie samych, bo samoświadomość to piękny rodzaj wiedzy.










środa, 19 marca 2014

w swoim nieokiełznaniu




Czasami niektórzy ludzie pojawiają się przy Tobie jak duchy, których się nie boisz...
które są dobre.
Których potrzebujesz w pewnym momencie, w pewnych konkretnych oddechach.
One są najważniejsze- te oddechy- to jak je mierzysz.
To jak wielkie mają znaczenie, to ile wnoszą do Twojego istnienia.
To Ty jesteś odpowiedzialny za najważniejsze decyzje w swoim życiu.
Szukasz słów w ustach innych osób, tych które dotyczą Twojego serca.
Szukasz ich, gdy się gubisz i tym razem nie umiesz się odnaleźć.
Niektóre emocje są zbyt silne, by je zracjonalizować.
Chociaż silnie wprawiają w niepewność, są najpiękniejsze w swoim nieokiełznaniu...








niedziela, 16 marca 2014

i milczę



Jestem tu, oddycham...
powoli
spokojnie
dogłębnie
Jestem tu i żyję.

Nie szukaj mnie w starym lustrze. 

Z szeroko otwartymi oczami.
Z krwią tętniącą.
Żyję. 
I zachwycam się dniem codziennym. 
i milczę, gdy cieszy się serce.
gdy dusza pochłania rozum.













poniedziałek, 10 marca 2014

chemia








Żyjemy ze sobą, przy sobie, w okół siebie, razem, wspólnie.
Tworzymy relacje.
Rozmawiamy, gestykulujemy, wymieniamy się uśmiechami, czasami zwykłym spojrzeniem.
Zwykłym albo właśnie niekoniecznie.
Czy można powiedzieć, że między ludźmi istnieje, coś, co można nazwać...chemią? Jakimiś reakcjami, o których nienauczono nas w szkole, bo tak na prawdę nikt nie jest w stanie ich zrozumieć, zmierzyć, zbadać,
POJĄĆ?
Czy między niektórymi osobami wytwarzają się jakieś specyficzne emocje, których nawet, gdy nie chcą, doświadczają?
Jeżeli tak, to jak je interpretować?
Jak wiedzieć, czy to coś dobrego, normalnego, czy powinniśmy jednak o tym zapomnieć, bo nie jest niczym znaczącym?
Albo nie tyle a aż?
Może warto czasami iść za jakiś wewnętrznym głosem i według tego wierzyć, że taka ,,reakcja'' jest wyjątkowa, jest piękna, że nigdy się nie skończy? Bo gdy czujemy obce nam emocje, mimo że dostarczają nam nieznanego uczucia, wiemy o nich tyle, że tworzy coś nowego. I czasami samo ,,coś nowe'' jest fascynujące. Powoduje, że przestajemy spokojnie iść po linie, tracimy równowagę. A może jednak powinniśmy przywołać do rozsądku rozum, który nie ufa w nadmiarze uczuciom, który każe spojrzeć na to, co już znane, co nie jest złe, co lepiej docenić, lepiej po prostu o to zadbać, nie pozwalając ryzykować?
No właśnie...może?
Może tak, a może nie. 
Tu jest ten cały sens w bezsensie, że tej chemii nikt jeszcze nie pojął...









Chemii która zachodzi w różny sposób...wielopoziomowo, wieloetapowo... reakcje substancji mogą być wybuchowe... inne mogą być ze sobą w jednym pojemniczku jak woda i olej, ale nigdy siebie na wzajem nie przejdą... a jeszcze inne...swobodnie się mieszają...przechodzą przez siebie i stają się jednością. 




























czwartek, 6 marca 2014

milkniesz w szarości




Słowa do których nam daleko,
jak echu do ucha zbawcy, który ma zrozumieć każdą strunę uszkodzonego dźwiękiem milczenia.
Gestom, którym się nie poddajemy,
prócz tych,które zataczamy w myślach, usilnie prosząc o reakcję mięśni.
Czy możesz prosić niebo o ptaki- te które lecą,
jak Ty lecisz ku uwolnieniu?
Wiem, że chcesz stać na ciepłym piasku,
na fali, która wzbija ku górze twoje ręce, byś dotknął blasku.
Potrzebujesz wlać go w swoje oczy, bo zbyt długo milkną w szarości.
Chcesz znaleźć lek na niechęć,
na sytuację, świat i siebie.
Czasami za ciasno zawijasz się we własnych ramionach,
które nie znają życia od niezliczonego już czasu...
Może właśnie pamiętasz tą chwilę, co zakneblowała radość,
i mijasz ją codziennie, jakby ukamienowała te siły, te proste melodie, te słowa, te gesty, do których tak Ci daleko?








poniedziałek, 24 lutego 2014

,,tak bardzo''



Tak bardzo pragniemy miłości,
pragniemy, by nasze serce biło szybciej przy tej jednej osobie,
w duchu ściskamy swoją nadzieję, swoje oczekiwania, że dane nam będzie malować własne oczy blaskiem tych dni, gdy budzi nas oddech z płuc, które będziemy uwielbiać każdym swoim zmysłem.
Pragniemy biec, jak dzieci bez tchu do przodu, za rękę z drugą ręką, z inną niż nasza i zamykać za sobą drzwi, wiedząc, że nigdy nie będziemy żałować progów za którymi postawiliśmy swoje nieświadome stopy.
Chcemy umierać w objęciach, w dłoniach, we łzach, chociażby miały być nieme.
Chcemy splatać myśli z gestami,
czarować swoim ruchem ciał,
ocierać się o siebie jak we mgle,
dotykać tych wszystkich ziem zwanych powodziami.
Chcemy się zatapiać, topić w drugim sercu.
Chcemy czuć, że ktoś wyskrobał dla nas miejsce w ciepłej pościeli,
że karmi nas świeżym słowem.
Chcemy by ktoś był naszym chlebem powszednim,
by nasze włosy znały zapach wiatru zmieszanego z oddechem.
Tak bardzo nie chcemy być samotni,
słuchać tych głuchych, uwięzionych melodii,
tak bardzo...








czwartek, 20 lutego 2014

,,Czy można..''





Czy można kochać tak bardzo, że zaczynasz wątpić w siebie jako jedność siebie ze sobą?
Czy można kochać tak, że rozpadasz się każdą cząsteczką,
każdym oddechem,
każdym szeptem rozbierasz własne i cudze słowa na dwa?
Czy można kochać tak cicho, że nawet świat nie słyszy już Ciebie jako liczby pojedynczej?
Czy można być sobą, będąc już kimś innym?
Czy można żyć tym samym sercem, mimo że nosisz w nim drugie? Jak skarb, opatulone w koc. By dać ciepło. By zamknąć w sobie i po prostu mieć.
Czy można dotykać sobą, chociaż nie znasz już siebie w atomach, w skórze, w myślach razy jeden?
I czy można mówić, gdy odnajdujesz, kogoś, kto sprawia, że Twoja krew jest tak delikatna jak jedwab, chociaż wciąż jest tylko krwią w Twoich żyłach ?
Czy mam milczeć, gdy mieszam życie z życiem?
Daj mi kochać, chodź tak niedoskonale mówię o Tobie, o nas. O miłości jednej w dwóch ciałach, duszach, częściach, biciach, dotykach.










wtorek, 4 lutego 2014

strong





Czas, który przychodzi, by nas ,,oświecić'', to piękny prezent.
Od Boga, od losu, od kogoś.
W zależności, co przyjmujesz za swoją prawdę.
W każdym razie w tym wszystkim, co jest ,,moje'', ,,Twoje'', jest jeden wspólny pierwiastek.
Nie można oczekiwać, że ktoś będzie cały czas patrzył na nasz smutek, niepowodzenia, słaby charakter.
Czasami łatwiej jest być po prostu do niczego, mimo że każdy z nas ma w sobie potencjał.
W internecie widzimy setki pięknych obrazków, najczęściej to te, gdzie ludzie są uśmiechnięci, pewni siebie wzbudzają nasz podziw, zabierają kilka sekund spojrzenia, by po prostu się w nie wpatrywać.
Dlaczego? Sądzę, że tym, co przyciąga ludzi do siebie jest siła.
Pod tym pojęciem rozumiem żyć przede wszystkim dla siebie, dbać o siebie- dla siebie, znajdować swoje pasje, także dla siebie. Wykorzystywać dni, po to by korzystać z życia, by być z siebie zadowolonym.
Robić tak wiele rzeczy, które będą budować nas od środka, w samozadowoleniu.
Siła jest w tym, że się nie poddajesz, na pierwszym miejscu- dla siebie.
Siła oznacza dla mnie, kochać życie, siebie, bo to jest podstawą by móc dać miłość innym ludziom. Oczywiście chodzi mi tu o zdrową podstawę, o solidną, najlepszą ze wszystkich podstawę.
Po prostu należy tworzyć najlepszą wersję siebie, ciężką, ale wartą poświęcenia pracą. Żeby ta druga osoba, została przyciągnięta tą siłą. Żeby była dumna, że może tworzyć część naszego życia.










czwartek, 30 stycznia 2014

oby





Czasami tak bardzo gonimy do przodu, gubiąc się, ale brnąc dalej w jakiś dziwny labirynt.
Potem przychodzi cichy dzień, który nagle okazuje się być tykającą bombą,
                                                                                która wybucha.
Świat kręci się dalej, inni ludzie wciąż biegną a Ty porażony blaskiem tego niepozornego dnia, stajesz.
Zatrzymujesz się w miejscu.
Obracasz głowę w każdą stronę i widzisz te wszystkie przekleństwa, zło, echo wypełnione przerażeniem.
Jesteś osłupiony, bo coś tracisz.
Boisz się...ale po długim namyśle, po pierwszym szoku przychodzi także pierwsza lekcja-
pokory.

Wznosisz oczy ku górze i oddajesz swoje zdezorientowanie, tym razem ufając, że nie powinieneś z uporem wierzyć w swoją wyjątkowość, ale właśnie zaznać ciszy. 
Zrozumienie swoich błędów, to dobry początek, ale ważne by umieć je zmienić.
Bo coś tracić a stracić, to różnica.
Przeogromna różnica.
Może ten dzień, może ten wybuch okaże się czymś, co musiało się stać. Może to początek czegoś nowego, czegoś co uchroni przed złem, w które z klapkami na oczach uderzałeś z całych sił, myśląc, że to bramka Twoich ambicji.
Łatwo się zgubić, łatwo wybrać źle.
Łatwo być złym człowiekiem.

Ale potem powoli zaczynasz stawiać kolejne kroki, starając się to robić ostrożniej.
Tym razem, nie gonisz.
Tym razem, z pokorą idziesz tam, gdzie jest dobro.
Oby.













niedziela, 12 stycznia 2014

flowers





Marzę, żeby codziennie w moim domu stały świeże kwiaty w wazonie,
                                     i żeby spojrzenie drugiego człowieka dotykało mnie z miłością.

Wiem, jestem taka ,,pospolita''.
Ale nieważne.
Myślę, że nasze życie składa się w wielu dni, w których nie brakuje monotonii, ale problem leży w tym, że nie pozwalamy sobie na jej lubienie.
Nie chodzi mi wcale o to, by od zaraz kochać wstawanie o 6:00, jedzenie śniadania w fit lub nie fit misce..
Ale w momencie, gdy wciąż patrzymy na tą ,,szarą rzeczywistość'' właśnie przez pryzmat smutnych kolorów, te wszystkie dni uciekają nam przez palce.
Dlatego chciałabym w tej całej codzienności umieć patrzeć w lustro, w oczy bliskich mi ludzi, podawać dłoń, przytulać kogoś i móc sobie szczerze powiedzieć, że te wszystkie proste gesty to piękno.
Piękno, którym chcę oddychać.
Zarażać innych.



 





poniedziałek, 6 stycznia 2014

jesteśmy tacy prości...




Zdjęcia, które widzicie w tym poście, to opowieść o czymś, za czym tęsknię mieszkając w mieście. I chyba zaczynam rozumieć, że natury się nie zmienia, tylko wydobywa się z niej, to co najlepsze i najzwyczajniej w świecie oddycha się w jej rytmie.



Może to już pisałam, ale piękno jest dla mnie wtedy, kiedy w sercu panuje spokój.
Kiedy jesteś naturalny, jesteś sobą, jesteś szczęśliwy z bycia tym kim jesteś. A Twoje serce pozwala Ci zgrać się z każdym dźwiękiem. Z każdym podmuchem wiatru. Z słowem płynącym, z Twoich myśli.
Nie czujesz strachu, przerażenia, nie jesteś zagubiony. Zostawiasz na chwilę, na moment, te wszystkie niepewności. Jesteś błogostanem samym w sobie.
Zamykasz oczy, dotykasz powietrza, chociaż to niemożliwe.
I to jest Twój cud, który jest nierealny a mimo to, doświadczasz go.


Jesteśmy tacy prości... 






 












( Dziękuję Ci za Twoją gotowość, cierpliwość, za wyrozumiałość, za zrealizowanie mojej wizji. Mam ogromne szczęście, że mnie wspierasz. I mam nadzieję, że nadejdzie dzień, gdy będę mogła Ci się w zupełności odwdzięczyć. )