czwartek, 30 stycznia 2014

oby





Czasami tak bardzo gonimy do przodu, gubiąc się, ale brnąc dalej w jakiś dziwny labirynt.
Potem przychodzi cichy dzień, który nagle okazuje się być tykającą bombą,
                                                                                która wybucha.
Świat kręci się dalej, inni ludzie wciąż biegną a Ty porażony blaskiem tego niepozornego dnia, stajesz.
Zatrzymujesz się w miejscu.
Obracasz głowę w każdą stronę i widzisz te wszystkie przekleństwa, zło, echo wypełnione przerażeniem.
Jesteś osłupiony, bo coś tracisz.
Boisz się...ale po długim namyśle, po pierwszym szoku przychodzi także pierwsza lekcja-
pokory.

Wznosisz oczy ku górze i oddajesz swoje zdezorientowanie, tym razem ufając, że nie powinieneś z uporem wierzyć w swoją wyjątkowość, ale właśnie zaznać ciszy. 
Zrozumienie swoich błędów, to dobry początek, ale ważne by umieć je zmienić.
Bo coś tracić a stracić, to różnica.
Przeogromna różnica.
Może ten dzień, może ten wybuch okaże się czymś, co musiało się stać. Może to początek czegoś nowego, czegoś co uchroni przed złem, w które z klapkami na oczach uderzałeś z całych sił, myśląc, że to bramka Twoich ambicji.
Łatwo się zgubić, łatwo wybrać źle.
Łatwo być złym człowiekiem.

Ale potem powoli zaczynasz stawiać kolejne kroki, starając się to robić ostrożniej.
Tym razem, nie gonisz.
Tym razem, z pokorą idziesz tam, gdzie jest dobro.
Oby.













niedziela, 12 stycznia 2014

flowers





Marzę, żeby codziennie w moim domu stały świeże kwiaty w wazonie,
                                     i żeby spojrzenie drugiego człowieka dotykało mnie z miłością.

Wiem, jestem taka ,,pospolita''.
Ale nieważne.
Myślę, że nasze życie składa się w wielu dni, w których nie brakuje monotonii, ale problem leży w tym, że nie pozwalamy sobie na jej lubienie.
Nie chodzi mi wcale o to, by od zaraz kochać wstawanie o 6:00, jedzenie śniadania w fit lub nie fit misce..
Ale w momencie, gdy wciąż patrzymy na tą ,,szarą rzeczywistość'' właśnie przez pryzmat smutnych kolorów, te wszystkie dni uciekają nam przez palce.
Dlatego chciałabym w tej całej codzienności umieć patrzeć w lustro, w oczy bliskich mi ludzi, podawać dłoń, przytulać kogoś i móc sobie szczerze powiedzieć, że te wszystkie proste gesty to piękno.
Piękno, którym chcę oddychać.
Zarażać innych.



 





poniedziałek, 6 stycznia 2014

jesteśmy tacy prości...




Zdjęcia, które widzicie w tym poście, to opowieść o czymś, za czym tęsknię mieszkając w mieście. I chyba zaczynam rozumieć, że natury się nie zmienia, tylko wydobywa się z niej, to co najlepsze i najzwyczajniej w świecie oddycha się w jej rytmie.



Może to już pisałam, ale piękno jest dla mnie wtedy, kiedy w sercu panuje spokój.
Kiedy jesteś naturalny, jesteś sobą, jesteś szczęśliwy z bycia tym kim jesteś. A Twoje serce pozwala Ci zgrać się z każdym dźwiękiem. Z każdym podmuchem wiatru. Z słowem płynącym, z Twoich myśli.
Nie czujesz strachu, przerażenia, nie jesteś zagubiony. Zostawiasz na chwilę, na moment, te wszystkie niepewności. Jesteś błogostanem samym w sobie.
Zamykasz oczy, dotykasz powietrza, chociaż to niemożliwe.
I to jest Twój cud, który jest nierealny a mimo to, doświadczasz go.


Jesteśmy tacy prości... 






 












( Dziękuję Ci za Twoją gotowość, cierpliwość, za wyrozumiałość, za zrealizowanie mojej wizji. Mam ogromne szczęście, że mnie wspierasz. I mam nadzieję, że nadejdzie dzień, gdy będę mogła Ci się w zupełności odwdzięczyć. )