poniedziałek, 13 października 2014

miłość




M I Ł O Ś Ć


( TO ZDJĘCIE JEST DLA MNIE DAWKĄ TAK SILNEJ DEFINICJI TYTUŁU, ŻE MOGĘ TYLKO PATRZEĆ, PODZIWIAĆ I UFAĆ W JEGO AUTENTYCZNOŚĆ PRZEKAZU )
swoją drogą, sądzę że każdy z nas powinien mieć takie zdjęcie, które bezsłownie wyjaśnia wszystko i nic zarazem



Obiecane linijki modlitwy jak przysięga trwalsza od wieczności.
Tysiące zaprzeczeń w bezgłośnych spojrzeniach.

Zamykał każdego dnia prośbę o jej dotyk do ostatniego westchnienia serca,
by ufać, że nie będzie musiał na nowo uczyć się oddychać bez jej zapachu.
Nigdy nie rozumiał jego intensywności, który każdego ranka na poduszce pozostawiały jej włosy. Nie rozumiał też aksamitu jej skóry, który dotykał każdym opuszkiem palca, karmiąc się rozkoszą jej oczu.
Była taka niezwyczajnie zwyczajna.
Spoglądał na nią każdego wieczoru, gdy zamykała oczy. 
Była jak sprzeczność- jak uderzenie fali o brzeg morza, które wydawało się zbliżać spokojną taflą. Uwielbiał wymawiać jej imię, oglądać jak materiał nocnej koszuli przylega nieskromnie do jej ciała.
Uwodziła go swoją kobiecością, gdy odgarniała kosmyki włosów z twarzy. 
Uwodziła go wątłym ruchem bioder oraz wtedy, gdy zapinała koszulę- guzik za guzikiem.
Uwodziła go, gdy ozdabiała swoje ciało perfumami, pozostawiając za sobą pachnące ślady w ich wspólnym mieszkaniu.
Była w tym wszystkim tak naturalna jakby urodziła się tylko po to, by mógł zapisywać każdy jej gest w pamięci.
Każdego dnia wypełniał wszystkie konieczności, niekonieczności także. Wiedział, że jego życie ma sens, spełniając siebie w swoich pasjach, ale bez niej to wszystko nie smakowało tak wyrafinowanie. Była dopełnieniem tego wszystkiego, co zdawało się być rytuałem. Ożywiała każdy poranek i wieczór. Rozkwitał przy niej w ostudzonej euforii. Rodził w umyśle stabilność, odrzucając strach przed opustoszałym mieszkaniem. Była w nim różą, która nosi w sobie elegancję skąpaną w swobodzie bycia.
Nie mógł tego pojąć. Nie potrafił rozszyfrować emocji, które przyniosła wraz ze swoim uśmiechem. Potrzebował jej wypijając świeżo parzoną kawę, czytając gazetę, milcząc i krzycząc. Potrzebował jej, gdy otwierał i zamykał powieki, w momentach wypuszczania powietrza z płuc i przyjmowania kolejnego wdechu. Chciał jej przy migających lampkach na choince, pijąc świąteczny barszcz i jedząc makowca. 
W święta i w dzień powszedni. Już zawsze. Do ostatniego westchnienia serca.

Właśnie dlatego, że bardziej to czuł, niżeli wiedział. 









2 komentarze:

  1. Mocne to zdjęcie :). Jestem pod wrażeniem tego tekstu.. nie znam się aż tak dobrze, ale domyślam się, że to biały wiersz. Jest świetny... bardzo pobudza uczucia i mocno pokazuje miłość :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny wpis! Na prawdę mi się podoba :) Pozdrawiam! ♥

    OdpowiedzUsuń