niedziela, 16 listopada 2014

niedopowiedzenia




N I E D O P O W I E D Z E N I A



'jedno spojrzenie. i niczego już nie jestem pewien.''


Nie dopowiedzieliśmy się na początku.
Nie zapowiedzieliśmy swoich spojrzeń, złączonych w potoku dziesiątek par oczu.
Nie nazwaliśmy żadnym brzmieniem dźwięku słów, których nie wypowiedzieliśmy.
Nie wiedzieliśmy, że w kilku sekundach życia, stracimy wszystkie rozterki.
Nie zmierzyliśmy odległości uśmiechów, którymi rozświetliliśmy przeciętność szarości powietrza.
Nie adresowaliśmy nadziei do siebie nawzajem. A potem się nią nakarmiliśmy.
Jak wygłodniali ulotnych uczuć, wartych więcej niż tona szczęścia.
Nie dopowiedzieliśmy się też na końcu..
właściwie nie znamy końca.






piątek, 7 listopada 2014

układanka




U K Ł A D A N K A


( ,,Jedyną skazą, którą po sobie pozostawiłaś, jest pustka.
We mnie, na wskroś mnie, przy mnie. Nie znam gorszego bólu. 
Zresztą cały świat bez Ciebie jest tak samo pusty jak ja. '' )




Mówiłaś mi o swoich zmęczonych powiekach,
o tym, że nigdy nie są tak ciężkie jak dzisiejszego wieczoru.
Opowiadałaś mi o poplątanych przez wiatr włosach i zmarzniętych policzkach.
Opisywałaś mi milimetr po milimetrze jak ogromne są rumieńce na Twoich policzkach, 
gdy siedziałaś już ze mną przy kominku w pobliskiej kawiarence.
Przepraszałaś, że dziś nie pachniesz tak intensywnie jak zawsze, bo zapomniałaś ranem zgarnąć flakonik perfum do torby. Zupełnie niepotrzebnie, bo czułem Cię każdym możliwym zmysłem.
Byłaś piękna jak zawsze, chociaż nie chciałaś mi uwierzyć. 
Nie ściągnęłaś szalika z białej włóczki, i otuliłaś dłonie jego końcem.
Pamiętasz jak uśmiechałaś się często poprawiając włosy?
Jak układałaś wzorki z rozsypanego cukru?
I to, gdy zerkałaś za każdym razem na drzwi, kiedy ludzie wchodzili do pomieszczenia. Byłaś skupiona na naszej rozmowie, jednocześnie dokładnie analizując wszystko, co poza nami. Doskonała podzielność uwagi- muszę Ci to przyznać.
Nadzwyczajnie pasowałaś mi do ciepłej atmosfery tego miejsca. Było pełne wszystkiego, co delikatne- tak jak Ty, w tym całym zagubieniu dnia. 

Byłaś moją układanką, która tworzyła wspaniały obraz. Nie obrazek, a obraz pełen emocji, nadziei, energii i tej subtelnej skromności. Za każdym razem gdy przystawiałaś kubek do ust, uświadamiałem sobie, że jesteś przecież tylko człowiekiem, ale z tych wszystkich bić serc, które mają możliwość tętnić echem niewyobrażalne melodie, chciałem poznać tylko Twoje. Interesowało mnie to, kiedy przyśpiesza jego bicie, ile nosi ran- tych już dawno zagojonych i tych, które tak ukrywasz pod lawiną uśmiechu. 

Dzisiaj jesteś moim wspomnieniem, bo odeszłaś jak każdy z nas odejdzie. 
Dzisiaj pozostał mi jedynie szmer Twojego serca w głośniku, który nagrałem, gdy pierwszy raz wyznałaś mi miłość. 
Tęsknię za Tobą i za tą całą dobrocią, którą wypełniałaś moją codzienność. 
I gdyby ktoś mnie zapytał jak opisuje kobietę...chciałbym, żeby przeczytał o tym jak mieszasz mi się z zapachem herbaty, którą piłaś tamtego wieczoru. Na zawsze pozostaniesz moją jedyną definicją tego słowa i nie zmieni tego już żadna inna układanka.





poniedziałek, 3 listopada 2014

bezsilność











B E Z S I L N O Ś Ć


,,I wybacz mi, że nie uratuję Cię przed emocjami.
przed bólem, którego mimowolnie doświadczysz.
że nie umiem zatrzymać bladości na Twoich policzkach.
wybacz mI.''





Widziałam go. Widziałam człowieka, chociaż nie powinnam.
Mimowolnie stałam się częścią jego intymności, którą niezdarnie starał się skryć przed światem.
Widziałam go narysowanego emocjami.
Stał w tym całym gwarze zapadającego zmroku. Był jeszcze smutniejszy od słońca, które chowało się za horyzontem.
Oprócz szarych ubrań, sadzę że nosił również szare myśli.
Nigdy się nie dowiem kto był powodem jego słonych łez.
Nigdy się nie dowiem, czy ktokolwiek nim był.
Ale w przeciągu tych kilku minut, gdy zarażałam oczy jego smutnym obrazem, zrozumiałam najprostszą oczywistość.
Czasami jesteśmy bezsilni. Wobec uczuć, szarpiących nas wyrzutów sumienia, wobec tragedii, które są nieodzowną częścią życia. Tyczy się to wszystkich potknięć, wszystkich chwil, gdy nie potrafimy wykrzywić ust uśmiechem a jedyne czego jesteśmy pewni, to tego, że powietrze jest wilgotne od smutnych melodii. Nie ma w nas grama pozytywnych emocji. Nie ma w nas ani jednej cząstki nadziei. Stoimy w jednym miejscu, jakbyśmy urodzili się dla przegranej. Stajemy się jednym wielkim bólem. Wszystkim tym, co nas rozdziera na kawałki, co powoduje pulsowanie nerwów. To nie ma nic wspólnego z poczuciem bezpieczeństwa, którego potrzebujemy bardziej niż bogactwa. I na nic jest wtedy przypominanie sobie pocieszających głosów. 
Proste ,,będzie dobrze'', nic nie znaczy. Chociaż będzie.
To są te chwile, gdy świat nas oszukuje. Gdy złe emocje trują przełyk. 

W przeciągu tych kilku minut, zrozumiałam, że w momencie, gdy jesz śniadanie, idziesz na spacer bez grama ,,problemów'', ktoś upada. Ktoś musi przez kilka chwil żyć z poczuciem samotności. Zamknięty w kręgu tych wszystkich parszywych słów, w myślach atakujących jak partyzanci.
On jeden i miliony cierpkich uczuć.

Patrząc na tego człowieka dopisałam mu zapewne nieprzespaną noc. Dopisałam mu podpuchnięte oczy i zaczerwienione policzki przechodzące w bladość, jakby nigdy w jego skórze nie pulsowała krew.  
I oddychałam nierówno, nie kontrolując zesztywniałych kroków.
Patrzyłam na niego i w tej całej fali zaskoczenia, przejmując jego emocje chciałam go zarazić nadzieją.

Ale znów wracam do punktu wyjścia. 
Czasami jesteśmy bezsilni. Przez ułamki sekund. I musimy sobie na to pozwolić.