sobota, 6 grudnia 2014

oddech



ODDECH




(,,nie pozwalasz się doścignąć, 
pojąć, okiełznać.
Twoja niezależność odebrała mi skupienie.'')


Nie pytałem jej o marzenia.
Nie chciałem wiedzieć, że prócz pięknego uśmiechu ma też piękne myśli.
Nie umiałem dawkować jej w całości...a właściwie to jednak wcale nie chciałem.
Smakowała mi, kiedy dzieliłem wszystko, co w niej na kawałki.

                                                             w niej, na niej, poza nią, obok, byle by zmieścić przy tych słowach jej imię.
Nigdy nie wątpiłem w uczucia, ale przekonałem się o ich sile, dopiero gdy nie uciekała wzrokiem od mojego.
Nie była śmiała sama w sobie, ale śmiały był jej oddech, gdy chodziliśmy na wieczorne spacery.
Nie rozumiałem jak bardzo można je lubić. I znowu ona- ona uświadomiła mi, że powietrze można wdychać na co najmniej dwa sposoby. Jeden już znałem. Ociekał samodzielnością. Drugi, to dzielenie go z nią, chociaż nie wiem do cholery jak bardzo można rozdrabniać tak proste procesy jak wymiana dwutlenku węgla na tlen.
Tak...dokładnie...do cholery.
Nic przy niej nie pojmuję, chociaż tak na prawdę staję się coraz bardziej bogaty.
W nadzieję, w emocje, w słowa, w dotyk, w echo.
Zapisuję w palcach przyjemność, gdy muskam nimi jej policzki. Widzę jak moje tęczówki rozszerzają się i zacieśniają na zmianę, kiedy patrzę jak bez kontroli porusza swoim ciałem w klubie. Gdy w rytm piosenki tańczą jej biodra, nogi, ręce, włosy i nawet tańczy jej zapach, chociaż stoi kilka metrów ode mnie a ja mam wrażenie jakby przesiąknął nim mój cały rozsądek. Przysięgam, że go przy niej tracę. Nie mam z nim nic wspólnego. I nawet z tym nie walczę.
Jest echem każdego poranka, gdy nie zdążę nawet obudzić oczu- świadomość przypomina mi jej rysy twarzy.
Niesie się w zapachu porannej kawy, chociaż nie pijałem jej z nią zbyt często.
Widzę jak dobrze układa mi się w ramionach. Jakbym miał je zaprojektowane specjalnie dla niej.
Jest nawet wtedy, gdy staję na środku miasta, w centrum tętniącym jedną wielką mgłą spalin, wymieszaną z dźwiękiem setek wypowiadanych słów przez setki ludzi. A ja nie chcę tych potężnych liczb, bo do szczęścia wystarczy mi zwykłe jeden.
Wystarczyłoby trzymać tę nieposkromioną, niedosięgniętą w swojej niedoskonałości kobietę a mimo wszystko tak bardzo doskonałą. To jeden, tak trudne do opowiedzenia w całości, by nie pominąć żadnej linii, z której się składa.
Mógłbym przysiąść już dzisiaj, że dzięki niej narodziłem się na nowo. 











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz